Projekt jest jak morze. Może bardziej jak pływanie po morzu.

Od jakiegoś czasu chodzi mi to po głowie. Im dłużej się nad tym zastanawiam tym bardziej wszystko trzyma się czapki. Kapitańskiej. No bo jeśli z projektem jest jak z pływaniem po morzu, to kim – jak nie kapitanem – jest kierownik projektu.

Morze jakie jest każdy widzi

Jak każdy żywioł jest nieprzewidywalne nawet jeśli wydaje Ci się, że wszystko już o nim wiesz lub ogarniasz wzrokiem. Przy słonecznej i bezwietrznej pogodzie wszystko masz przed oczami jak na widelcu. Poza tym co czai się za horyzontem. I żebyś nie wiem, jak się wytężał i jak mocnej lornetki użył to nie zobaczysz, dopóki nie podpłyniesz bliżej. A nie zawsze pogoda jest sprzyjająca pływaniu a horyzont oddalony o kilka kilometrów. Nie demonizujmy jednak, że stale coś się czai za horyzontem. Czasem wisi w powietrzu. 😉
Morze – idealne odzwierciedlenie otoczenia projektowego, które podobnie się zmienia. Może cudowanie ułatwić bądź paskudnie utrudnić Ci żeglugę, bądź unieruchomić w porcie. A co z jeziorem zapytasz? Sam sobie odpowiedz. Czy wiosłowanie, pedałowanie, czy nawet żeglowanie po jeziorze to jest to samo co żegluga, choćby śródziemnomorska? Pewne podobieństwa oczywiście istnieją, ale z całym szacunkiem, codzienne pływanie po jeziorze jednak sporo się różni od tego morskiego. „Na morzu możesz wszystko robić dobrze, trzymając się reguł, a i tak morze cię zabije.*”

Przy dobrej pogodzie każdy jest dobrym żeglarzem

Prawdziwego wilka morskiego poznajemy po tym jak radzi sobie przy złej pogodzie. Tu liczą się nie tylko wypływane wcześniej dni i tygodnie, w dzień i w nocy, w słońcu i deszczu, przy powiewach czy w sztormie, ale również wcześniejsze przygotowanie i świadomość powagi sytuacji. Zapobiegliwy kapitan będzie podczas sztormu w porcie a do „konfrontacji” przystąpi w ostateczności. I nie będzie zastanawiał się nad refowaniem żagli, bo wie, że jeśli się nad tym zastanawia to jest już 10 minut spóźniony.

I kapitan potrzebuje czasem swojego armatora

Nawet jeśli sam jest sobie armatorem. To od armatora zależy czy w trakcie niesprzyjającej pogody wyśle swój statek na wzburzone wody biorąc pod uwagę to, że być może nigdy nie dopłynie do portu docelowego, albo będzie musiał przerwać podróż. Ma świadomość swojej odpowiedzialności. Doświadczony armator, poza tym, że wie ile czasu zajmuje zaokrętowanie jego jednostek, ma również świadomość, że jeśli nie ma wolnego statku i załogi to nie organizuje rejsu – licząc, że jakoś się uda.

Jeszcze jedna analogia. Nikomu nie trzeba chyba mówić, czym dla Anglii, Hiszpanii czy Portugalii były statki na drodze do realizacji ich strategii podbojów kolonialnych. Ich władcy świadomie i z rozmysłem używali ich do realizacji strategicznych celów. Świadomie i z rozmysłem są w poprzednim zdaniu kluczowe!

Wychodząc z portu wiedz, gdzie zawiniesz

Projekt bez planu to jak wypłynięcie statkiem z portu bez określonego celu podróży. I nie ma tu znaczenia, czy jest to wakacyjny rejs wyczarterowaną żaglówką z przyjaciółmi i pobuszowanie po greckich wysepkach, czy też rejs wycieczkowcem. Kapitan żaglówki musi brać pod uwagę wiatr i inne aspekty żeglugi by optymalnie dostosować się do zmieniających się oczekiwań i życzeń czarterujących łódkę. Tak by ten skorzystał jak najwięcej w ciągu ograniczonego czasowo urlopu. Kapitan wycieczkowca z kolei dokładnie wie, do jakiego portu docelowego ma dopłynąć, gdzie i kiedy są przystanki. Stara się wyrobić na czas nie mogąc przekroczyć ograniczonych zapasów paliwa i żywności. Obaj mają konkretny, zdefiniowany przez czarterującego cel do realizacji. W konkretnym czasie i przy konkretnych, dostępnych zasobach. I to cel podróży, a nie miejsce docelowe decyduje o wyborze statku morskiego. W niektórych przypadkach będzie do wycieczkowiec, a w niektórych zwinna żaglówka.

Załoga, że konie z nią kraść

Im bardziej zgrana tym łatwiej. Na morzu, podobnie jak w projektach, to nie umiejętności poszczególnych członków załogi, ale kolektyw mają decydujące znaczenie dla końcowego sukcesu. Dobra współpraca procentuje szczególnie w trudnych sytuacjach, gdzie każdy wie co ma robić, za co odpowiada i jak jego wkład przekłada się na końcowy rezultat. Charyzmatyczny kapitan też się przydaje. Szczególnie jeśli potrafi dobrać właściwych marynarzy, przydzielić im odpowiednie zadania, zmotywować do ich wykonywania i zbudować z nich zgraną zgraję wilków morskich.

 

Świat pokryty jest w większości wodą i to najlepiej świadczy, że przeznaczeniem człowieka jest … zarządzanie projektami. Bez względu na to czy jesteś armatorem, kapitanem, czy „zwykłym” marynarzem, do projektu podchodź ze świadomością swoich możliwości i pokorą do wyzwań, które pojawią się przed Tobą. A pojawią się na pewno. Projekt jest jak morze – rzadko wybacza błędy popełnione w trudnych sytuacjach. Bądź więc przygotowany i nie rzucaj się z motyką na słońce. Szczególnie jeśli wydaje Ci się, że dasz radę!

 

* – Justin Scott, Łowca statków.

Zdjęcie: frank mckenna z Unsplash.

By |2018-03-02T22:33:17+00:0022 grudnia 2017|Kierownik projektu, Otoczenie projektowe, Sponsor, Zasoby|0 Comments

Leave A Comment